ŻYWNOŚĆ A WOLNOŚĆ

      Brak komentarzy do ŻYWNOŚĆ A WOLNOŚĆ

CZAS NA ROLNIKÓW! CELOWA POLITYKA NISZCZENIA ROLNIKÓW I ZNIEWALANIA POLSKI

Dramatyczna sytuacja polskiego rolnictwa to nie zaniedbania kolejnych rządów lecz rezultat realizacji planu, którego celem jest zniszczenie rolników i tym samym kolejny rozbiór Polski. Plan ten realizują od lat kolejne rządy RP pod naciskami USA, Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), banków i korporacji.

Już wiosną 1989 roku w brytyjskim czasopiśmie Farming News (Wiadomości rolnicze) pojawił się artykuł wydrukowany grubą czcionką na pierwszej stronie tego poczytnego dziennika pt.: „Polska do wzięcia/Polska do zagrabienia.”

Zapowiadał on, że tysiące tradycyjnych gospodarstw rolnych i aktywnych społeczności wiejskich zostanie zmiażdżonych walcem chciwych korporacji zachodniego i amerykańskiego agrobiznesu o niezaspokojonym apetycie na łatwe zyski, nowe rynki i neokolonialną ekspansję.

Polskie ziemie były wtedy jeszcze stosunkowo czyste, a poziom ich żyzności był/jest dużo wyższy niż w Europie Zachodniej czy USA. Była to wielka szansa, aby obcy kapitał mógł skorzystać z tej żyzności, a także z taniej siły roboczej, której było pod dostatkiem w nowo wyzwolonej Polsce. Gleby w USA i na kontynencie europejskim są zrujnowane po latach intensywnego rolnictwa, które doprowadziło do wydrenowania naturalnych substancji odżywczych i próchnicy, i uzależniły większość rolników od dużych ilości toksycznych nawozów sztucznych, pestycydów i GMO(*).

Po zwycięstwie NSZZ Solidarność, w tym przełomowym momencie w historii Polski, pojawiła się bezprecedensowa szansa na zupełnie nową społeczno-gospodarczą wizję, która nabrała kształtu w uciskanych fabrykach i zakładach stanowiących fundament prawie w 100% państwowej gospodarki polskiej. Była to wizja, w której spółdzielnie robotnicze przejęłyby

i pokierowały całym gmachem państwowego przemysłu, wpływając tym samym na wszystkie aspekty ekonomicznego dobrobytu narodu. Przedstawiając swój plan, pionierzy Solidarności oświadczyli: „Domagamy się wprowadzenia reformy samorządowej i demokratycznej na wszystkich szczeblach zarządzania, nowego ładu społeczno-gospodarczego. Podstawową jednostką organizacyjną gospodarki powinno stać się przedsiębiorstwo społeczne, którym zarządza załoga reprezentowana przez radę pracowniczą, a operatywnie kieruje dyrektor, powoływany drogą konkursu przez radę i przez nią też odwoływany.”

Realizacja planu robotniczej Solidarności została podważona przez argument, jak spłacić dług jakim była obciążona Polska. Wtedy pojawił się Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista, protegowany chicagowskiej szkoły ekonomicznej, której przewodził Milton Friedman. To on utorował drogę dla zagranicznej eksploatacji polskiej ziemi, zyski z której miały płynąć na Zachód i do USA, razem z niekończącymi się odsetkami płaconymi od kredytu z MFW.

Dobrze sprawdzoną metodą Friedmana w postępowaniach w tego typu kryzysie był „czysty” kapitalizm, połączony

z prywatyzacją i sprzedażą majątku kontrolowanego przez państwo. Sachsowi udało się przekonać czołowych członków Solidarności, że tylko masowe pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) wyciągną kraj z kłopotów i że za pomocą swoich kontaktów będzie mógł osobiście otworzyć drzwi MFW, aby odblokować potrzebne fundusze.

Rozwiązanie tej trudnej sprawy miało tak głębokie znaczenie, jak sam koniec ery komunizmu: Polacy uwolnili się od jednego wielkiego ciemiężyciela po to tylko, by drzwi zostały otwarte dla kolejnego.

Sachs dotrzymał słowa i na stół wyłożono pieniądze z MFW, ale tylko za cenę masowej wyprzedaży państwowego przemysłu, oraz przyjęcia swoistej polityki „wolnego rynku,” która jest znakiem rozpoznawczym amerykańskich globalnych ambicji hegemonistycznych – w ogołacaniu krajów ze strategicznych aktywów.

Kiedy Armia Czerwona zniknęła z Polski, neoliberalny konglomerat triumfalnie wkroczył z Zachodu i USA.

Gospodarka wiejska, o którą nieźle dbano w czasach komunizmu, załamywała się po tym, jak nowe przepisy zgodne

z wytycznymi Światowej Organizacji Handlu i brukselskimi dyrektywami UE, powodowały zamykanie tysięcy małych i średnich zakładów przetwórstwa spożywczego, ubojni i zakładów przydomowych. Przedsiębiorstwa, które dobrze prosperowały za czasów komuny, teraz uznano, korzystając z pretekstu, za nieodpowiednie dla kraju, który miał wejść do Unii Europejskiej. Wioski zapewniające niegdyś mieszkańcom zatrudnienie padły ofiarą formuły agresywnej konkurencji w globalnej ekonomii kapitalistycznej: kilka dużych, scentralizowanych, korporacyjnych zakładów produkcyjnych i przetwórczych zastąpiło tysiące małych, lokalnych przedsiębiorstw, działających w postaci spółdzielni prowadzonych przez okoliczne rodziny.

W 2001 roku dzięki ówczesnemu wiceministrowi rolnictwa i głównemu negocjatorowi ds. członkostwa Polski w Unii Europejskiej w sprawach rolnych Jerzemu Plewie (uwaga! obecnie na stanowisku dyrektora generalnego w dyrekcji do spraw rolnictwa Komisji Europejskiej) Jadwiga Łopata i Julian Rose, dyrektorzy Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC zostali zaproszeni do Komisji Europejskiej na spotkanie z grupą negocjacyjną odpowiedzialną za kwestie dotyczące rolnictwa związane z wejściem Polski do Unii.

Rezultat tego spotkania był tak szokujący, jak nic, co wydarzyło się wcześniej. Przewodnicząca komitetu poinformowała nas (JŁ i JR), że Polska miała zostać pozbawiona przynajmniej miliona gospodarstw, aby zrobić miejsce dla „restrukturyzacji i modernizacji” swoich sprawdzonych tradycyjnych praktyk rolniczych. To oznaczałoby koniec mieszanych gospodarstw rodzinnych i zastąpienie ich przez ogromne konglomeraty agrobiznesu, które miały uczynić polskie rolnictwo „konkurencyjnym na rynku światowym.” Komitet wyraźnie postrzegał rolnictwo przemysłowe jako doskonałe lekarstwo na „anachronizm rolnictwa chłopskiego” w Polsce, a Przewodnicząca oświadczyła, że to jest jedynie kwestia czasu, zanim taka transformacja się dokona. Tym razem dogmat chicagowskiej szkoły Friedmana miał zostać zastosowany do polskiego rolnictwa i polskiej wsi.

Mając przed oczami tą straszną wizję, wydawało nam się niezwykle ważne, aby natychmiast wzniecić alarm i ostrzec polskich parlamentarzystów przed tym, co miało nastąpić. Podczas konferencji prasowej w Sejmie RP kilka dni później, ostrzegaliśmy naród polski, aby nie ulegał iluzorycznemu „dzbanowi złota obiecywanemu przez UE”, który tylko jeszcze bardziej zniewoli naród pod dążeniami niewybieralnego, ponadnarodowego, obcego organu znajdującego się w Brukseli.

Pół roku po tym, ówczesny rząd RP został zastąpiony przez pro-europejską partię opowiadającą się za wolnym rynkiem oraz w pełni popierający wejście Polski do Unii w 2004 roku. Polacy byli zaś karmieni coraz większą ilością pro-unijnej propagandy przez media głównego nurtu. Nie dopuszczano głosów krytyki.

Od czasów zwycięstwa Solidarności i obalenia komunizmu w sercu dylematu Polski leży kluczowa sprawa, kto może dokonać tego, czego nie mogli dokonać robotnicy stoczniowi? Kto może pokonać siły korporacyjne i sprzymierzone z nimi siły polityczne, których celem jest przejąć kontrolę nad polskim łańcuchem pokarmowym i całą gospodarką kraju?

Przypomnijmy jeszcze raz plan pionierów Solidarności : „Domagamy się wprowadzenia reformy samorządowej i demokratycznej na wszystkich szczeblach zarządzania, nowego ładu społeczno-gospodarczego. Podstawową jednostką organizacyjną gospodarki powinno stać się przedsiębiorstwo społeczne, którym zarządza załoga reprezentowana przez radę pracowniczą, a operatywnie kieruje dyrektor, powoływany drogą konkursu przez radę i przez nią też odwoływany.”

To jest bez wątpienia dokładnie to, czego teraz w 2018 roku ponownie potrzeba nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Definiuje to, jaki powinien być kierunek ruchu „prowadzonego przez ludzi”.

Ten ruch ludzi rozwinie się nie w rozebranych stoczniach i zakładach, ale wśród rolników, właścicieli dobrych rodzinnych gospodarstw rolnych, które są ostatnimi głównymi aktywami pozostającymi nadal w rękach pracujących ludzi. Aktywów tych nigdy nie zdobyli obcy najeźdźcy i nadal pozostają one poza zasięgiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego, Komisji Europejskiej oraz ogromnych korporacji przemysłu rolnego. Dlatego właśnie Polska nadal może jeszcze uniknąć korporacyjnej kontroli, która nęka łańcuch pokarmowy kraje Zachodu i Ameryki Północnej.

To właśnie na wsi znajduje się ostatni bastion niezależnych pracujących ludzi, którzy uparcie nie chcą porzucić swojego życia związanego z ziemią. Ludzie ci, będący prawdziwymi strażnikami Polski

i „nieopatentowanego” łańcucha pokarmowego, potrzebują wsparcia konsumentów.

Nasze ZDROWIE i WOLNOŚĆ jest w naszych rękach!

Brukseli do tej pory nie udało się jeszcze usunąć jednego miliona polskich rolników z ziemi tak, jak obiecywała Komisja w 2001 roku. Wcielenie w życie planu zaproponowanego przez robotników (lub podobnego) mogłoby zapobiec wybijaniu tych gospodarstw jedno po drugim przez globalną gospodarkę wypaczoną przez bankierów, supermarkety, UE i polityków. Obsesyjnie higieniczne przepisy nie mają nic wspólnego ze zdrowiem, służą do pozbywania się rolników, by zrobić miejsce dla karteli agrobiznesu. To rolnicy wspierani przez konsumentów mogą w końcu położyć kres długiemu okresowi rządowej zależności od kieszeni obcych instytucji i korporacji związanych z GMO i agrochemią, oraz uwolnić Polskę z rodzącego się zniewolenia.

Wspierając ten oddolny ruch rolników, możemy wszyscy odzyskać kontrolę nad naszym życiem i uwolnić się od bezlitosnej machiny korporacji, banków i polityków.

Autorzy: Jadwiga Łopata i Julian Rose, Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC, 34-146 Stryszów 156, tel./fax 33 8797114 biuro@icppc.pl www.icppc.pl www.gmo.icppc.pl www.eko-cel.pl www.bezposrednioodrolnika.pl

(*) GMO – Genetycznie Modyfikowane Organizmy, to organizmy których geny zostały zmienione w laboratorium w sposób nienaturalny. Genetyczna modyfikacja w przypadku GMO oznacza sztuczne wstawienie obcych genów do materiału genetycznego danego organizmu. GMO są niebezpieczne dla zdrowia, ekonomii i wolności.

WIĘCEJ: www.gmo.icppc.pl www.polska-wolna-od-gmo.org